piątek, 20 czerwca 2014

kundel bury fajny pies.

nigdy, przenigdy nie sypałam kwiatków w boże ciało. ani w ogóle kiedy indziej. nigdy. a zawsze chciałam. chciałam mieć kręcącą się spódnicę, kiteczki, białe skarpetki, czarne lakierki, koszyczek i sypać te jebane kwiaty. nie musiało być pod kościołem. nikt u mnie nie chodził do kościoła. musiało być czysto, schludnie, zadbanie, z poświęconym dziecku czasem. 
nie było.
ja jestem kundel.
w spodniach, z chłopakami, po pachy brodząc w rzece i łowiąc kiełbie rękoma, wygrzebując z mułu monety, które ludzie powrzucali 'na szczęście' - na szczęście je powrzucali, więc mogliśmy kupić lody i jeść je na moście. mokrzy. plując do rzeki pestkami z ukradzionych czereśni i śliwek.
musiało mi to odpowiadać. nie miałam komu powiedzieć, że chcę, by jakiś dorosły zdobył dla mnie kwiaty, skubał je misternie z płatków, rano wstał ze mną, misternie uczesał włosy, uprasował spódnicę i mnie ją włożył. mogłabym drzeć się wniebogłosy, że ja nie chcę, nie pójdę i że czemu ja, ale tak naprawdę bardzo chciałam, żeby ktoś mi ten czas poświęcił.
boże ciało kojarzę z domem dziadków. pewnie byłam tam podrzucana częściej, niż pamiętam, częściej, niż bym chciała i częściej, niż chcieliby dziadkowie. mieli nas więcej, więc wszystko jedno ile stópek tupało po domu, ile ciałek szukało miejsca wieczorem w ciepłej pościeli. nie było źle. było dobrze. ale chciałam inaczej.
kundel sobie poradzi wszędzie. zje, co zostało i skuli się, gdzie nie pada.
jak ktoś chce mnie wprowadzić w niepokojące 'nie wiem', niech mnie spyta skąd jestem. nie wiem. kundel nie ma domu. urodziłam się w jednym mieście, pomieszkałam w nim 7 lat z mamą, potem na wsi, 7 lat z tatą, potem zwiałam. internat, akademik, stancje, mieszkania. ze sobą zawsze tobołek i zeszyt. w tobołku rzeczy, w zeszycie ja.
aż znalazł mnie mój mąż. potem znalazły mnie dzieci. kundel zaczął się zadomawiać. nie stał się może francuskim pudlem, raczej sapiącym wiecznie mopsem, ale póki co, ogon w górze. 
i kiedy tak już całkiem się kundel zadomowił, kiedy w misce ma dobre, kiedy legowisko uprane, przyszedł czas na nowy dom. matka - nomadka. tobołek i zeszyt. 

czy się martwię? czy żałuję? czy boję?

nie.

dom to nie mury i dach.
dom to my.

23 komentarze:

  1. no właśnie! Dom tworzą ludzie. Bierz pod pachę szczeniaczki, zawołaj samca alfa i szukajcie nowej budy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ach, już Ci odpisałam, że najpierw trzeba klepisko jakieś osikać :)

      Usuń
  2. rasowa rodzina* przepadam za Tobą imienniczko ma :) oczywiście na usta od razu ciśnie się "dokąd", a zaraz potem powodzenia! i niech zmiany wyjdą na dobre. bardzo dobre.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzizys.... Jestem tak sama jak Ty!!! tez taki typowy kundelek. tez takie kundlowe dziecinstwo mialam, z banda chlopakow wykradalam owoce z sadu, jajka z kurnika (jedlismy na surowo), wiecznie w spodniach, grzebiaca w blocie, zbieralam biedronki do sloika i zakrecalam sloik na cala noc poc zym dziwilam sie nastepnego dnia, ze biedronki nie zyja... :/ Tez mam cale mase wspomnien z domu babci, Boze Cialo rowniez... I tez jestem kundlem bez wiasnego miejsca do tej pory. Mam na swoim koncie juz 19 (!!!) przeprowadzek i wciaz nie znalazlam swojego wlasnego miejsca na ziemi a kupno domu jest trudniejsze niz myslalam... A teraz sa dzieci, jest maz, ale wciaz mam to cos z kundla , ale wciaz szukam... sama nie wiem czego.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jesuuuu obłędny tekst... !

    OdpowiedzUsuń
  5. Kudle to najwierniejsze swym panom psy, Nie wiem, czy je to uszczęśliwia. To od konkretnego pana zależy.

    Ze mnie też kundel. Ale już radośnie merdam ogonkiem, co go mi przytrzaśli kiedyś złe ludzie. I Tobie też tego życzę.

    Powodów do merdania! Nieustannie!

    Howgh.

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękna opowieść! Ja też takim kundlem jestem...Tylko z taką rysą na psychice, że jak już się jednego domu uczepi, to za nic nie chce się z nim rozstać. Wyłam przy każdym rozstaniu z wynajmowanym mieszkaniem. Teraz mam lęki na samą myśl o wymianie naszego mieszkania na większe...Choć przecież doskonale wiem, że najważniejsza jest jego zawartość :-) A co u Was? Wyprowadzacie się?Wszystko będzie dobrze. Kundel zawsze się przyzwyczai do nowego:-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dom to tam, gdzie czujemy się bezpieczni, gdzie nam dobrze. Kundel też musi poszukać swojej budy. Cieszę się, że już znalazłaś to czego brakowało.
    A ja zawsze chciałam iść w pochodzie 1majowym, niby byłam za mała, a potem zniesiono te obchody, do dziś żałuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja ze zdjęć widzę, że chodziłam :)

      Usuń
  8. Łza się w oku zakręciła ale tak jak mówisz - dom to Wy. Żałuję tylko, że Was na tej wsi nie odwiedziłam bo wyobraziłam sobie jak tam genialnie jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. graża, jeszcze zdążysz, jeszcze jesteśmy :)

      Usuń
  9. o i zaraz mi się zaśpiewało https://www.youtube.com/watch?v=rjFaenf1T-Y ... hołm is łerewer ajm łif ju!

    OdpowiedzUsuń
  10. ale kundle to najsilniejsze ze wszystkich psów! lepsze od tych wszystkich 'wychuchanych i wygłaskanych' piesków. i co najważniejsze - kochają najmocniej, bronią rodziny najzacieklej i żyją najdłużej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba, że ktoś je kopnie, jak to kundle.

      Usuń
    2. ale potrafią się wtedy nieźle odgryźć :)

      Usuń
  11. A już myślałam, ze tylko ja się do kundla porównuje... Przez trzydzieści sześć lat mojego życia zaliczyłam 16 przeprowadzek. A ja tak nie lubię tego... Zadamawiam się szybko i nawet jak nie jest idealnie to mi żal opuścić kolejne miejsce. Tu gdzie jestem obecnie, nie jest nam najgorzej. Tu urodziło się moje drugie dziecko... Ale czeka mnie znów kolejna przeprowadzka. W przyszłym roku kończy mi się umowa najmu.... Już wiem, ze właściciele jej nie przedłużą. Z mężem robimy wszystko, by ta przeprowadzka okazała się ostatnią. Mam dość życia jak wieczny tułacz, jak cygan, jak kundel, o którym wspominasz. Przez te wszystkie lata, bardzo często cisnęło mi się na usta pytanie: Gdzie twój dom Telemachu?..

    OdpowiedzUsuń
  12. Alez ty potrafisz upchnac niesamowita ilosc emocji w kilu slowach... Tak podczytuje od jakiegos czasu i podziwiam. Powodzenia z przeprowadzka, oby nowe miejsce okazala sie tym wymarzonym, wygodnym legowiskiem, w którym juz zostaniesz (zostaniecie)!

    OdpowiedzUsuń