sobota, 2 maja 2015

moja inicjacja.

kilka rzeczy dostałam od taty - na przykład piwne oczy czy panieńskie nazwisko, a kilka od mamy - na przykład głośny rechot na śmiesznych książkach czy niechęć do ogrodu. od obojga dostałam lęk przed nowym oraz poczucie humoru. kilka rzeczy dostałam też od macochy, na przykład prace w ogrodzie mimo mojej szczerej niechęci do ogrodu. szczera niechęć to w ogóle zbitka-klucz na dawne czasy oraz tamte stosunki i wzajemnie możemy sobie takie plakietki przyczepić. tamte czasy minęły, niechęć do ogrodu została, niestety wspomnienie zbieranych do słoika stonek z ziemniaków także.

mam dzieci. starsze z nich marzy o ogródku. jako, że matka ze mnie może nie tyle dobra, ile niegłucha, postanowiłam zrobić dziecku przyjemność i drugi rok błagań o ogródek zwieńczyć grządką.

teściowa moja, ogrodnicze guru, powiedziała jak to zrobić i nastał maj, więc nie dało się dłużej uciekać, żeby nie zmarnować sadzonek, które babcia wnuczkom obiecała.

wykopałam dziś grządkę. przekopałam kawał ziemi. wydepilowałam planetę z dwudziestocentymetrowej darni, wyrwałam jej gęste zielone włosy, zrobiłam jej laser szpadlem. i tak wiem, że gnoje odrosną, tak więc będę stała na straży i robiła to, czego nie znoszę. mianowicie w kucki, klęczki, z pochyloną głową będę grzebała w ziemi.

dzieci, a jakże, towarzyszyły mi. podjarane grządką. myślę, że trochę mogły być mną ubawione, jak skakałam na szpadlu w trampkach, pod różnymi kątami ustawiając ów, tak, by choć ruszyć ze dwa centymetry tej ziemi, a jak już wbiłam szpadel, to okazywało się, że utknęłam, ale żal mi było wyjąć szpadel, ponieważ te dwa centymetry kosztowały mnie zbyt wiele wysiłku.

zaczęłam bowiem od kretowiska uznając, że skoro czarny koleś wielkości świnki morskiej wykopał dziurkę, to i ja zdołam. jedyne, co mnie w tej chwili z kretem łączyło, to ślepota. musiałam być ślepa, że nie zauważyłam tej plątaniny trawy, którą zamierzałam przetrzebić. rany. w życiu się tak nie spociłam. nawet na maturze. nienawidzę grzebać w ziemi. nie znoszę. ponoć do tego się z wiekiem dojrzewa. no cóż, jestem w ogrodniczym przedszkolu. już nie w żłobku, albowiem odkopując dżdżownicę odrzucam z wrzaskiem narzędzia już tylko na półtora metra, nie na dwa, już nie rzygam na widok larw, mam tylko odruch wymiotny, a korzeniom przestałam odpuszczać. dzieci sprawiły, że jestem twarda.

jednak na wkurwie ma się siłę oraz determinację, wbiłam się zatem w ziemię, dzieci pomogły mi o tyle, że natasza klepała mnie plastikową łopatką w twarz, a zoja pytała w kółko: co to jest? i odpowiadała sobie: nie szpadel, łopata. z czym niestety nie mogłam się zgodzić, ponieważ był to szpadel. tak więc kłócąc się z niespełna dwulatką oraz prosząc ją co dwadzieścia sekund, by zeszła ze stołu/studni/ocynkowanej wanny oraz błagając czterolatkę, by nie klepała mnie już łopatką po twarzy oraz nie wynosiła tą samą łopatką tej ziemi, którą w pocie czoła pozyskuję, zasypując dżdżownice i larwy, po kilku godzinach walki, zrobiłam grządkę. 

na sześćdziesięciu arach ziemi wykopałam pasek siedemdziesiąt centymetrów na półtora metra i uznałam, że "bedzie". resztę dnia, zamiast triumfować, spędziłam na utulaniu w płaczu czterolatki, że nie ma roślinek oraz że nie zasadzę jej tam jabłuszka, ani brzoskwini, ani makaronu.

teraz zaś postanowiłam, co następuje. jest grządka. będą warzywa. trzy selery i pięć porów, jedna cukinia i dwie fasole, ale będą. będę plewić. a niech mi która nie zje tego selera, pora oraz cukinii, to naniosę stonki i każę zbierać do słoika.

taka ze mnie flanca.

13 komentarzy:

  1. droga Matko Jedyna, kocham Cię, ale wiesz, jeśli ta cukinia ci naprawdę urośnie, to zajmie całą grządkę. jedna. całą.

    wierna od lat czytelniczka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie, nie, bo mi teściówka powiedziała, żebym ją zasadziła w rożku i ona sobie na trawę pójdzie. jak ona mi tę w pocie czoła przekopana grządkę zajmie, to ja jej przemówię do rozumu. :)

      Usuń
    2. no tak, ja zawsze sadziłam dwie, w obu końcach. a potem wydłubywałam jakieś blade cienie innych warzywek spod cukinii :)

      Usuń
    3. niech tylko ta cukinia wyrośnie.

      Usuń
  2. "czarny koleś wielkości świnki morskiej" :-) - cudne ;-) U nas też grządka Jędrusiowa - powstała rok temu, właśnie obsialismy po raz drugi. Nasza grządka to dwa klomby 100/150 cm, 50 cm wysokie wymurowane przez J i teścia z cegieł. . Pełne urodzajnej ziemi. Nasze warzywa rosną wysoko, bo moja labradorka wykopuje WSZYSTKO co mokre... znaczy się świeżo podlane, ale na klomby nie wskakuje ;-) A tak - Jędrek podlewa na stojąco :-) Dasz radę ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. moja siostra widząc kwiatki które posadziłam na balkonie skomentowała nad wyraz trafnie: "ohoho, jak tak dalj pójdzie to jeszcze zrobisz pierogi na święta!". Łączę się w bólu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o rany. pierogi. toż to wyższa forma życia.

      Usuń
  4. Ponoć do tego się z wiekiem dojrzewa.

    Ano właśnie.

    Niby Krasicki powiem Ci bez ogródek w kwestii ogródka: Oto młodaś jeszcze!

    Ja już przeszłam ten zryw starczej pasji ku ziemi.

    Z maniacką radością glebę przesypywałam garściami, z lubością lubieżną miętoląc między paluchami ten torf czy jak go tam zwą. Rwałam dzień cały porzeczki słysząc w duszy pieśń uniesienia, wykonałam namiętnie 157 893 skłony po truskawkę z krzaczka, co zawsze serdecznie hejtowałam.

    Niestety, Minęło. Odmłodniałam albo co. Zasuszam roślinki, w tym Gburki mej kwiatek wczoraj cichcem w postaci mumijki w kosz ciśnięty.

    Na szyderę pracuję w branży naturofilskiej. Czekam na nawrót starości i pasji grzebalniczej przypływ. Fajnie było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może się jeszcze zestarzejesz! :)

      Usuń
  5. Ty Flanco :) uwielbiam Ciebie, Twoje córki i Wasze wiejskie życie. Bo podobne troszkę do naszego. U mnie ze szpadlem walczył mąż. Ale ja mam stosunek do ziemi identyczny jak Ty, z tym że mnie nikt nie klepie łopatką po twarzy :) moja latorośl skupia się na psie i karmi naszego labradora mleczem :) wiec matka ma spokój. pozdrawiam Cie tak gorąco jak tylko się da
    Aga z www.makeonewish.pl

    OdpowiedzUsuń
  6. Byle tylko ten koleś nie wrócił i z upodobaniem kopczyków wśród grządek nie zrobił.

    A co do stonek- od dobrych 20 lat ich nie widziałam- ale jak trzeba będzie to i z zagranicy je dla Ciebie ściągniemy ^^

    OdpowiedzUsuń
  7. To dzisiaj obydwie miałyśmy chrzest bojowy....też umyślałam sobie po 10 latach zrobić porządek w ogródku...i padłam!!Jedyna różnica to taka,że moje latorośle w szkole i nie skakały mi po plecach. Ale kiedyś dokładnie było tak jak opisałaś plus był jeszcze pies...

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń