czwartek, 4 sierpnia 2016

szkoda? może.

z książki, jaką zalecił mi przeczytać dobry człowiek wynika, że dobrze by było, gdybym uprawiała jakąś formę ruchu oraz słuchała ulubionej muzyki, bądź śpiewała. ponieważ nie jestem aż tak odważna, by śpiewać publicznie, bo tak właśnie postrzegam śpiewanie w bloku z wielkiej płyty, słucham. a ponieważ z moich osobistych obserwacji wynika, że dobrze robi mi również poprzebywanie raz po raz w samotności, w związku z czym łączę tych kilka faktów i chodzę popracować pieszo ze słuchawkami na uszach. w ucho sączy się to, co akurat dziś jest moim ulubionym, do czego albo żwawo maszeruję podskakując i wymachując kończynami górnemi, albo niemrawo szuram jak kuracjusz w sanatorium na pożegnalnej potańcówce, któren wreszcie po dwóch tygodniach ośmielił się do panny krysi zalotnie podszurać i wyszeptać w uszko: pucio pucio.

nie da się ukryć, że jestem wówczas sama ze sobą, ale trochę też z otoczeniem. oraz idę popisać, wszystko więc składa się ku najlepszemu, toteż rozglądam się i myślę. nie przeszkadza mi w tym ni podskakiwanie, albowiem natenczas wszyscy się na mnie patrzą, a i ja zerkam odważnie (bo okiem odzianym w przyciemniany okular) w ich twarze i czytam sobie, interpretuję, dodaję i biorę, ani szuranie, bo wówczas patrzę w chodnik, przed stopy swoje, a wtedy mijam grafitti, które ktoś cwanie tamże zamieścił i raz po raz mijam słowa "sment". z całej siły staram się nie nadepnąć smentu, już linie na chodniku mi tak nie przeszkadzają, zresztą od czasu polbruku cała psycha w krzaki, nie da się iść nienadeptując, więc mijam sment. i tak sobie to życiowo tłumaczę. że mijam sment. omijam, nie dotyczy mnie. wiedzę go i mijam. brawo ja.

dziś tak idę trochę podskakując, ale nie zanadto, ponieważ plecak napakowałam dobrami z popularnej drogerii i ciążył mi niezwykle oraz rzegotał plastikiem o plastik, bo kupiłam te małe pojemniczki, co się do nich przelewa z tych półtoralitrowych butli, co są tańsze, bo megailość, a które też wzięłam, żeby mieć co i z czego przelewać do tych małych. kupiłam też mydło, ale to zupełnie nieistotne.

idę. i przede mną maluje się obraz. dwie dziewczyny. a resztę dopowiadam sobie sama, bo właśnie to widzę. dwie piękne, zgrabne, młode dziewczyny. tak młode, że w ramionach jeszcze szersze, niż w biodrach, nie jak ja, że jak macham rękami, to obijam się o biodra. one między smukłymi rękami a biodrami mają tyle miejsca, że spokojnie dorodny kabaczek przelezie, a może i nawet patison i to frontem. 

piękne. tyłem piękne, ale mój mój mózg stwierdza, że nie muszę widzieć przodu, jest równie piękny. to takie dziewczyny, co noszą modne spodenki z wysokim pasem i w tym wyglądają dobrze, a są na tyle szczupłe, że za pas od tych spodenek można spokojnie wcisnąć coś obszernego, nie że worek kartofli, ale taką - dajmy na to - paczkę krakersów to na luzaczku.

opalenizna piękna, wakacyjna, letnia, ale nie z leżaka, koca, ani ogrodu działkowego, o solarium nie wspominając, albowiem opalenizna jest z trzepaka, rolek, roweru, basenu ogrodowego, nienachalna i spontaniczna. 

włosy farbowane słońcem i czesane wiatrem, pasemka, jakich żaden spec od fryzur nie zrobi, niezależnie od tego ile godzin w worku na sobie, w jakimkolwiek salonie byś nie spędziła. ombre rasowe, zrobiło je zeszłoroczne słońce, przyklepała zima pod czapką, teraz mieni się kilkoma odcieniami blondu i ciepłego brązu. a piękne, że wyrwać by takiej kudły i zanieść do wspomnianego wcześniej salonu ze słowami: poproszę tak.

pupki wąskie, nogi długie, włoski na nich niewidoczne. o, obróciły się. twarze nieskażone przebarwieniami, pękającymi naczynkami, wąsem, regulowaną brwią, pudrem, tuszem, różem, ani widocznym dojrzewaniem.

po prostu piękne, naturalne nastolatki. wędruję za nimi w swoich trampkach z oszą, z działu dziecięcego, myślę o swoich dzieciach, przypominam sobie ich bose stópki, które wielbię, ich oczy, usta, nogi, włosy, dłonie, kolana, uszy. są idealne. myślę, że mamy tych nastolatek myślą o nich tak samo.

że piękne. że od zawsze piękne i że na zawsze piękne. niezależnie od tego czy i co oraz kiedy sobie na ciele na zawsze narysują, gdzie sobie zrobią dziury i przede wszystkim po co, co sobie narysują na twarzy, co uwydatnią i czym, zawsze będą piękne. jak moje dla mnie. córki. dzieci. krew z krwi.

szkoda. jak bardzo szkoda, że maszerując i obijając się rękami o własne biodra, szersze od ramion, a mimo to obiektywnie rzecz ujmując, w miarę wąskie, te same biodra, które wydały na świat moje idealne dzieci, nie myślę w ten sposób o sobie.

a może po to ten ruch, ta muzyka i to bycie ze sobą, żeby to podejście zmienić?

może.

może...

14 komentarzy:

  1. Ale Ty piękna jesteś też. Inaczej, to jasne. A tak głośno się śmiejesz jak kiedyś? Ten śmiech głośny pamiętam. Viceversal drżał w posadach! Uśmiech szeroki zamaszysty. Piękny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak samo, choć wydaje mi się, że rzadziej... a uśmiech zamaszystszy, bo od ortodonty! :)

      Usuń
  2. Matko jedyna pokochaj siebie. Po prostu tak. Bez zbędnej zwłoki :) . Pięknaś przecież.Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  3. Obawiam się, ze o owe piękne dziewczyny nie myślą o sobie tak jak ty je widzisz.. jakos trudno w nas samych widzieć piekno.. ja zawsze twierdze, że przecież mam lustro! Być może tylko po prostu, ja w tym lustrze patrzę na to co inni pomijają jako nieistotne? hmm.. pocieszające nawet! Bo tak naprawdę to mnie sama tylko pociesza, że póki co cycki wystają przed brzuch! ;P

    OdpowiedzUsuń
  4. Też chciałabym umieć tak o sobie myśleć. Chociaż w połowie.

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja patrzę na twoje ramiona na zdjęciach, na figurę boską.przeboską.wznosze ku Stwórcy zdjęcie i pelna pretensji krzyczę "NIE DAŁO SIĘ TAK?" Nawet nie wiesz jakie masz piękne proporcje. Nawet mimo tego że tyle wiesz.Jak to możliwe matko jedyna??????

    OdpowiedzUsuń
  6. Marysia Czubaszek mówiła ze wszystkie kobiety są piękne tylko po niektórych nie widać; ) zawsze się tym pocieszam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Niestety, ja też nie potrafię o sobie tak myśleć. Łapię się na tym, że coś mi "obwisło", więc kiedyś sterczało i było lepiej a ja, głupia, nie byłam z tego zadowolona. Dlatego często mówię mojej córce, że jest śliczna i idealna. Bo jest! Mnie moja mama nigdy tego nie powiedziała, i nie, że mam jakieś pretensje, bo da się bez tego żyć, ale może gdyby choć raz to byłoby inaczej...
    Pozdrawiam serdecznie
    ida27

    OdpowiedzUsuń
  8. zdanie :"już linie na chodniku mi tak nie przeszkadzają". Chyba nie ma ,łagodniejszego określenia na dorosłość ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. a ja myślałam, że naturalne nastolatki wyginęły

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale świetne zdjęcie na czołówce! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie może, a na pewno:)
    To tak samo jak z poniedziałkiem: każdy dzień tygodnia piękny, wiec i Ty także, jak te nastolatki i wszystkie my na świecie:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Piękne cudne i takie prawdziwe. K.

    OdpowiedzUsuń