wtorek, 17 grudnia 2013

kupa. temat, który nie zawodzi.

są takie tematy, że każdy ma coś do powiedzenia. zalicza się do nich kupa. jeśli nie dziecięca, to normalnie, dorosła. człowiecza. ale nie o fekaliach tu chciałam, albowiem dziecięca kupa nie jest kupą - kupą, tylko kupą - wyznacznikiem. zdrowia, choroby, samopoczucia. w zasadzie kupa dziecięca to pewna forma ekspresji, nieprawdaż? kupa jako temat rzeka, kupa a sprawa polska czy kupa śmiechu z przewagą kupy - myślę, że byłyby to dobre tytuły prac co najmniej doktorskich, jeśli nie na medycynie, to przynajmniej na socjologii.
nadszedł moment, w którym dzieć młodszy otrzymał był stały pokarm. stały, nie że do pogryzienia, albowiem człowiek dziąsło nadal jest człowiekiem dziąsło, choć ugryźć potrafi, a jakże. pojedzie do talent szoł i na oczach jury ugryzie kogoś dziąsłami do krwi. ale to nie teraz. teraz o kupie. 
jako że pamiętam moment, w którym dzieć starszy otrzymał był pokarm stały, a uściślając, marchewkę w słoiku, pamiętam również moment kupy. oraz ją samą. wyglądała tak, jak marchewka, którą dzieć uprzednio był pochłonął. zastanawiałam się czy aby przypadkiem nie zgarnąć jej z powrotem do słoika i nie oddać do sklepu udając, że wieczko było wypukłe. taki żart zmęczonej matki. jak się okazuje, można być jeszcze bardziej zmęczoną matką. zojciś albowiem dość rzadko robi kupę, a konsystencja jej odległa jest od tego, jakie na ogół bywają konsystencje niemowlęcej wydzieliny z okolicy pieluszkowej. 
skoro kupę po marchewce nataszy chciałam z powrotem włożyć do słoika, to kupę po marchewce zoi powinnam wetknąć bezpośrednio w matkę glebę.

17 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. mam to samo..to znaczy moje dziecie ma..dzis marchewka splaszczona tylkiem nabrala ksztaltu rozwalcowanej marchewki i niechybnie wyslizgnela sie z pampersa na podloge..sztywne to takie ze sie kupy nie trzyma..:)

    OdpowiedzUsuń
  3. A mi brakuje zdjęć!!! Taki żart...

    OdpowiedzUsuń
  4. Kupa kupą, ale pomysł przedni, chciałabym zobaczyć minę pani w supermarkecie, myślę, że zamiast jednego słoika oddali by 3, natomiast z tą drugą wizją , myślę, że gorszy temat, nie sądzę, żeby gleba ją przyjęła, chociaż jak tak sobie chodzę z dzieckiem na spacerki po pierwszych opadach śnieżnych to wydaje mi się , a może bardziej mojej wyobraźni , że jednak gleba może wszystko przyjąć...więc może też warto spróbować:-) Grunt to mieć poczucie humoru, nawet gdy człowiek pada na pysk, oczywiście ze zmęczenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ach, a po śniegach zaczną wyłazić psie.

      Usuń
  5. Gratulacje Matkojedyna! Aż chce się dodać: wiedziałam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękować! po tylu hejtach chyba już nie wierzę :)

      Usuń
  6. temat bardzo na czasie kochana:) dzisiaj mój dzieć co w brzuchu już od trzech lat nie siedzi z radości zobaczenia wielkiego miasta, świątecznych światełek, superhipermega marketu, oraz radosnego baraszkowania w kolorowych plastikowych kulkach, zjeżdżalni i innych miejskich bajerów zesrał się w gacie. ot co. potem mycie w umywalce i pranie ukochanych gaci, których to za żadne skarby nie można wyrzucić, bo to przecież te z wielorybem. już nie wiem dlaczego tak mi się chciało do tego miasta:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zdechłam. mogę się zesrać ze śmiechu? swoją drogą, to cudowne, jak emocje potrafią przeżywać dzieci. love tomir!!

      Usuń
  7. W tych salach zabaw musi jednak coś być. Kiedy jedno z moich dzieci narobiło w gatki w jednej z nich, zostałem oczywiście zaskoczony totalnym brakiem jakiegokolwiek produktu zawierającego celulozę. Większość zawartości majtek wylądowało w umywalce, kiedy próbowałem je uprać. Potem pomyślałem, że toaleta jest lepszym miejscem na ową zawartość. Z tym, że wygrzebywanie z umywalki było średnim pomysłem. Pomyślałem, że wpychanie w kratkę ściekową będzie łatwiejsze. I było. Do dziś mi się to kojarzy z maszynką do mielenia mięsa, tylko z odwróconym obiegiem;) Taaak, ten poranek to była kupa emocji;))

    OdpowiedzUsuń
  8. Mieliśmy z mężem podobne refleksje dotyczące rodzynek. Córka bardzo długo ich nie trawiła i zastanawialiśmy się, czy ktoś by się zorientował, gdyby po umyciu dodać ja do ciasta...

    OdpowiedzUsuń
  9. a mnie po ostatniej kupie juniora kompletnie przeszła ochota na ciasto z jagodami ...

    OdpowiedzUsuń
  10. haha dobre :) ja od od 2 lat zapisuję w kalendarzu kiedy była...takie U ;) a to tak na zaś albo na już ;):
    http://mamapsycholog.pl/mala-ksiazka-o-kupie-czyli-kilka-slow-o-tym-kiedy-i-jak-zaczac-uczyc-dziecko-korzystania-z-toalety/

    OdpowiedzUsuń