niedziela, 8 grudnia 2013

mam sto przemyśleń na długi wpis. nie dziś.

tydzień w szpitalu. powrót, czyli nieprzespana noc. dziewięć godzin jazdy samochodem w orkanie z dwójką dzieci. w domu siedem stopni. śpimy w kurtkach, we czworo pod pierzyną. szósta rano dnia następnego. teatralny szept: mama, mama, co to jest - ma śmieszny nos i mieszka w tapirarni? powiedziałam, że ja. nie zgadłam. choć myślę, że miałam rację. a przynajmniej fryzurę. o nosie nie wspomnę, to zbyt oczywiste.
zadanie następne było prostsze. mama, narysuj guźca.
love.

w moim wykonaniu rysunek przedstawiający guźca nie różni się niczym od rysunku przedstawiającego sarnę, orła i konia.
a nie, różni się. podpisem.

4 komentarze:

  1. ha i tak podziw że podjęłaś się wyzwania :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z moimi dziećmi nie ma dyskusji. w końcu to moje dzieci ;)

      Usuń
  2. No co ty?? Guźca nie umiesz narysować? To taka świnia z Afryki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. umiem, umiem. namiętnie rysuję guźce.

      Usuń