wtorek, 25 marca 2014

zegarmistrzowska precyzja.

kiedy moje starsze dziecię nie wymaga ode mnie bladym świtem omawiania istoty wszechświata, jak opisałam to właśnie tu (swoją drogą zapraszam), wówczas daje upust swojej bujnej wyobraźni oraz nieprzeciętnej kreatywności w sposób inny, nader ciekawy, niejednokrotnie zaskakujący, nadchodzący niezmiennie bladym świtem.

jak wszem i wobec wiadomo, wtorek jest dniem dedykowanym, jak na razie, centrum zdrowia dziecka. uważam, że każdy to wie, albowiem tak zwany w niektórych kręgach, juniwers, obraca się wokół mojej własnej, może i cieleśnie ubogiej, ze to mentalnie obfitej osi. tak. we wtorek natasza jedzie do warszawy, a od niedawna - ja z nią, a nie tata.

tak więc dziś natasza dała upust swojej bystrości już od piątej pięćdziesiąt, kiedy to nie otworzywszy jeszcze swoich wielkich, a bystrych, czarnych oczu, otoczonych gęstymi, a długimi rzęsami, pięknych, że zatopić się w nich można, wpaść, zostać, zagapić się, tych oczu, co to ma po mnie, ale ja nigdy taka piękna nie byłam, tych przepastnych jezior, wiader rozumnych, tych ich właśnie nie otworzywszy, rzekła (albowiem usteczka swe powabne a i owszem, otworzyła. usteczka różowiuśkie jak płatek róży, z ząbkami równymi, białymi, uśmiechnięte, te same, co wydają tysiąc słów na minutę): "dziś ze mną do warszawy jadą zwierzęta. ale nie leśne, ani nie dzikie, tylko wiejskie, te niegroźne". pomyślałam: a. które zwierzę wiejskie jest groźne? ale głupio pomyślałam, bo na przykład pies, b. co na to przewoźnik? powiedziałam zaś: "a nie ja?".

otóż ja. "ty, mamo, i zwierzęta". niech będzie. wyobraźnia dziecka rzeczywiscie jest bujna, jak brwi matki jedynej przed wizytą u kosmetyczki, tak więc dzieć w zaciśniętej (naprawdę) piąstce trzyma (na niby) konie, krowy, osły, owce, kury, koguty, pisklęta, indyki, świnie i co tam jeszcze do głowy (a raczej piąstki) przyjdzie. trwa to cały dzień. gospodarstwo raz po raz się rozpierzcha, najczęściej, jak się puści piąstkę, na przykład podczas jedzenia i kłopot gotowy. "mama, uciekły mi zwierzęta wiejskie". zawsze proponuję nawołać. i bystre, jak właścicielka, gospodarstwo wraca na miejsce, do piąstki. zachęcone oczywiście kilkoma wołaczami. to się zdarza przy wsiadaniu do samolotu, do taksówki, przy wchodzeniu do toalety, do gabinetu lekarskiego, zwierząt nie wolno przytrzasnąć, upuścić, nie wpuścić i tak dalej. nie jest to mielone przez cały dzień non stop, jeno w newralgicznych momentach.

jesteśmy już po odprawie, mamy właśnie wsiadać do samolotu, aż tu nagle.

moje dziecko, z zegarmistrzowską precyzją, pomiędzy komunikatem "pasażerów samolotu numer sto, lecących z warszawy do domu, zapraszamy do bramki numer 31", a wstaniem wszystkich pasażerów i udaniem się do bramki numer 31, nawołało na całe gardło: "chodźcie, świnie!!!".

koniec.
mój.

14 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. wszystkie, co do jednej. ze mną na czele.

      Usuń
  2. Cudowne wyczucie czasu :D A jakie prawdziwe...

    OdpowiedzUsuń
  3. haha Świnie nie miały wyjścia, musiały pójść...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. dzięki - właśnie oplułam laptopa kanapką....
    ale ze mnie świnia! ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Obawiam się, że ze śmiechu zaraz urodzę :) Wielbię Nataszę!

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudowne! Oplułam telefon :))

    OdpowiedzUsuń
  8. ojjjjjjj Natasza dziękuję ci! tobie Matko za opisanie tej historii :))))miałam trudny dzień i potrzebne mi było coś wesołego a to jest MEGA!!!!!!!!!!dzieci mają idealne wyczucie czasu :))))

    OdpowiedzUsuń
  9. dziękuję w imieniu nataszy. chrum.

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja właśnie na lotnisku w Warszawie, samolot opóźniony juz o godzinę i z powodow technicznych do nie-wiadomo-kiedy, oby nie do jutra rana. Przeczytałam puentę tuż po tym jak to ogłoszono. Wszyscy dookoła sfrustrowani a ja się śmiałam do rozpuku z puenty :D Wyborna synchronizacja czaso-przestrzenna, oslodzila mi komunikat
    Wciąż mam nadzieje, ze jednak dziś dolecę do domu ;-) I do syna, Natkowego rówieśnika, który wszędzie zabiera ze sobą (też podpadające pod kategorie zwierząt wiejskich ?) koty, które nazywa kocięty ;) Taki kocięt ważna sprawa, ciągle nam się pałęta pod nogami.

    OdpowiedzUsuń

  11. wszak świnia inteligentnym stworzeniem jest...

    OdpowiedzUsuń